Trwa ładowanie...
Praca dla ciebie
Przejdź na
Martyna Kośka
Martyna Kośka
|
aktualizacja

Strajk kobiet w środę. Co nas czeka? Firmy ostrożne, eksperci podzieleni

3
Podziel się:

- W środę nie otwieram zakładu. Dziewczyny, które zatrudniam, dostają wolne - mówi w rozmowie z money.pl szefowa zakładu fryzjerskiego. Wielkie firmy jednak ostrożnie podchodzą do deklaracji o poparciu lub jego braku dla protestujących kobiet. Nie chcą też spekulować, co się stanie, gdy duża część ich pracownic nie stawi się w środę w pracy. Czy paraliż firm rzeczywiście jest możliwy?

Strajk kobiet w środę. Co nas czeka? Firmy ostrożne, eksperci podzieleni
Protesty przeciwników orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego trwają od zeszłego czwartku (wp.pl)

- Dziewczyny, które zatrudniam, dostają wolne - mówi w rozmowie z money.pl pani Agata, która w Wielkopolsce prowadzi zakład fryzjerski i na ten dzień zamyka swój biznes.

Nie żal jej odmawiać klientkom? Być może za kilka dni rząd wprowadzi lockdown i w ogóle będzie musiała zamknąć firmę. Niewykluczone, że to ostatnie dni, by zarabiać przed przymusową przerwą.

- Po wiosennym lockdownie jestem na pewne rzeczy "zaimpregnowana". Wtedy tyle tygodni udało się przetrwać bez bieżących wpływów, że teraz już nie przeraża mnie dzień bez utargu. Poza tym uważam, że tak trzeba – deklaruje.

Zamówiła też koszulki, w których ona i jej pracownice będą pracowały przez kilka kolejnych dni. Mówi, że klientki, do których dzwoniła z informacją o konieczności przełożenia wizyty, podeszły do sprawy ze zrozumieniem. Tym bardziej że część klientek wie, że ona sama w wieku 20 lat urodziła martwe dziecko.

Zobacz także: Strajk Kobiet w Warszawie. Obezwładniono starszą kobietę. Policja nie reagowała

- Nie robię z tego tajemnicy, czasem, gdy rozmowa schodzi na ten temat, opowiadam o tym, że przez dwa dni rodziłam dziecko, które zmarło w 26. tygodniu ciąży. Wtedy moi rozmówcy rozumieją, że nie protestuję, bo "dziecko nie wpisuje mi się w plany", jak mówią niektórzy, lecz dlatego, że wiem, jakie to może być piekło - wyjaśnia.

Duże firmy "puszczają oko"

Wiele większych firm również decyduje się na wsparcie protestujących. Choć zazwyczaj są to małe gesty, jak ten znanej sieci kawiarni.

Z kolei znana warszawska cukiernia Lukullus poinformowała na Facebooku o nowych ciastkach. To napoleonki w specjalnej wersji na Strajk Kobiet.

Cały dochód ze sprzedaży tych ciastek od wtorku, 27 października, do końca 2020 roku cukiernia ma przekazać na Strajk Kobiet.

Wielkie firmy boją się deklaracji

Jest jednak i druga strona medalu. Masowy protest może sparaliżować pracę gigantów. Zapytaliśmy przedstawicieli największych firm działających w Polsce, czy docierają do nich informacje o tym, że pracownice chcą 28 października powstrzymać się od pracy oraz o ich reakcje na to.

Szybko stało się jasne, że wobec pracownic, które chcą uczestniczyć w strajku, duże firmy wcale nie są tak wyrozumiałe jak pani Agata z Wielkopolski.

- Naszą misją jest dostarczanie klientom produktów. Nie możemy dopuścić do tego, by działanie którejkolwiek placówki handlowej było utrudnione - mówi anonimowo rzeczniczka jednej z największych sieci handlowych w Polsce.

- Jesteśmy firmą neutralną światopoglądowo. Wśród naszych pracowników są zarówno osoby, które się z orzeczeniem Trybunału głęboko nie zgadzają, jak i wierzące, dla których jest on jak najbardziej sprawiedliwy. Nie możemy ostentacyjnie opowiedzieć się po żadnej ze stron, bo to pytanie o kwestie moralne - dodaje nasza rozmówczyni.

Mówi, że gdy w sierpniu niektórzy pracownicy pielgrzymują do Częstochowy, robią to w ramach urlopu i pracodawca nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej?

Z podobnymi odpowiedziami spotkaliśmy się w innych firmach. Choć panie rzeczniczki przyznają, że prywatnie są po stronie strajkujących, to z poziomu firmy żadnych działań nie należy się spodziewać.

- Działamy w Polsce i podlegamy polskiemu prawu - tak sprawę skomentowała przedstawicielka korporacji wywodzącej się ze Skandynawii, gdy pytamy, czy spółka wykorzysta tę okazję, by promować równościowe wartości, z których przestrzegania kraje tego regionu są znane.

Oficjalnie sprawę protestów zdecydowała się skomentować Ikea, która - jak zapewnia - "nie ogranicza współpracowników w manifestowaniu swoich poglądów".

"Jako pracodawca w żaden sposób nie ograniczamy współpracowników w manifestowaniu swoich poglądów. Jesteśmy zawsze otwarci na różne opinie i punkty widzenia (…). Pragniemy podkreślić, że dołożymy wszelkich starań, aby ewentualny udział naszych współpracowników w akcjach protestacyjnych nie miał bezpośredniego wpływu na bieżące funkcjonowanie sklepów oraz bezpośrednią obsługę klientów. W tej sytuacji, jak i w każdej związanej z nieplanowanym dniem wolnym, pracownicy zobowiązani są do postępowania zgodnie z przyjętym w Ikea Retail Sp. z o.o. regulaminem pracy" - czytamy w oświadczeniu, jakie przysłała nam firma.

Ikea nie precyzuje, jak wygląda ów "regulamin pracy". "Uprzejmie informuję, że nie mamy nic więcej do dodania" - to odpowiedź, jaką otrzymaliśmy na pytanie o doprecyzowanie stanowiska.

Głos w sprawie strajku kobiet zabrał także Empik. "Szanujemy prawo wszystkich Polek i Polaków do wyrażania swoich poglądów i prawo do obywatelskiego protestu. Wszystkie osoby, które chcą wziąć udział w planowanych akcjach, mają do tego prawo i nie będzie to miało wpływu na ich ocenę, jako pracowników i współpracowników" - czytamy.

Protesty "widowiskowe, ale nie masowe"?

Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Pracodawców i Przedsiębiorców, wcale nie jest zaskoczony tak ogólnymi i asekuracyjnymi odpowiedziami firm. Jest zdania, że żadnego strajku na wielką skalę nie będzie.

- Nie widzę atmosfery do powszechnego strajku. Zazwyczaj strajk "czuje się w powietrzu", a proszę mi wierzyć, biznes żyje innymi problemami – powiedział.

Przyznał, że przed kilkoma godzinami rozmawiał ze związkami branżowymi na Radzie Ochrony Pracy i ich reprezentanci "nie widzą żadnego ruchu w temacie".

- Mam wrażenie, że protesty, które odbywają się od kilku dni, są widowiskowe, ale nie są masowe. I raczej nie będą – podsumowuje.

Inaczej sprawę widzi inna organizacja zrzeszająca ludzi biznesu, czyli Konfederacja Lewiatan. Podjęła decyzję, że w środę zatrudnione w niej kobiety nie muszą meldować się przy komputerach.

- Uznaliśmy, że naszym obowiązkiem jest dać sygnał członkom zespołu, że szanujemy decyzje poszczególnych pracowników w temacie udziału w strajku. Myślę, że taka postawa jest warta rozważenia. Inna sprawa, że sytuacja każdej firmy jest inna: w wielu choćby kwestie bezpieczeństwa decydują o tym, że nie mogą umożliwić wszystkim chętnym udziału. Dla pracodawców to trudna decyzja: komu dać wolne, nawet poza urlopem, a komu zabronić - mówi Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
gospodarka
praca
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.
Źródło:
money.pl
KOMENTARZE
(3)
Vän
2 lata temu
Cała Szwecja chce nam pomoc, a IKEA nie ma odwagi zająć stanowiska i nie wspiera swoich kobiet. Smutne.
obserwator
2 lata temu
ciekawe kto i ile kasy dostał za te "strajki" -ale te młódki są głupie ha ha ha
polak
2 lata temu
Pis ma co chcial. glupie decyzje, zero planu na pandemie i szukanie kozla ofiarnego sa tak widoczne, ze nawet ci malo rozumni ogladajacy tvpis dzien w dzien zorientowali sie ze cos nie bangla...