Polka pomaga bezdomnym

"Jestem tą szczęśliwą pierwszą Polką, która zaczęła pracę 1 maja. W każdym razie tak mówią"

1197561_24867190.jpeg
Obraz

"Jestem tą szczęśliwą pierwszą Polką, która zaczęła pracę 1 maja. W każdym razie tak mówią" - uśmiecha się Daria.
Ciężka dola doktora? W domu piekło, w firmie spokój Praca matki warta jest 3 tys. euro miesięcznie
* Pracuje w misji ewangelickiej przy berlińskim dworcu Zoologischer Garten, miejscu, o którym marzyła."Daria, załatwisz koc?" - pyta zarośnięty człowiek w poplamionym t-shircie. "W nocy ciągle jest zimno" - tłumaczy. Daria - młoda, wysoka szatynka w niebieskiej, służbowej kamizelce misji ewangelickiej - tylko znacząco kiwa głową. Dobrze wie, czego potrzebują tacy ludzie jak on. Zna ich wszystkich. Daria Janowiak ma 24 lata. W misji ewangelickiej przy dworcu Zoologischer Garten pracuje ponad rok. Ale dopiero od 1 maja ma umowę o pracę. Do misji zgłosiła się sama. Została przyjęta na wolontariat. Tak pracowała rok. Kierownictwo misji doceniło jej zaangażowanie. Postanowiło ją zatrudnić. "Staraliśmy się przez pół roku" - opowiada Daria - "Ale Federalny Urząd Pracy konsekwentnie odmawiał. Urzędnicy twierdzili, że na to stanowisko można znaleźć Niemca lub obcokrajowca, który jest w lepszej sytuacji prawnej niż ja". To znaczy, studiuje w Niemczech. A Daria kończy studia na Uniwersytecie Szczecińskiem. Broni pracy
na temat sytuacji bezdomnych w Berlinie. Co Polak to Polak Wszystko zmieniło się wraz ze zniesieniem barier na niemieckim rynku pracy. 1 maja Daria rozpoczęła pracę na etacie. "Nareszcie czuję się normalnie, jak każdy inny obywatel" - mówi. Kierownictwu misji zależało na polskiej pracownicy. "Kiedy ktoś potrzebujący widzi, że może porozumieć się w swoim ojczystym języku, to tak, jakby już otrzymał pierwszą pomoc" - tłumaczy rzeczniczka misji Ortrud Wohlwend. A Polaków domisji na Zoo trafia mnóstwo. "Przed rokiem było ich ze 30 procent, teraz jest to połowa naszych klientów" - mówi Daria. Codziennie przychodzi około 50-ciu Polaków. Bezdomnych, uzależnionych, bezradnych. Są też tacy, którzy do Berlina przyjechali po 1 maja, licząc na to, że praca leży tu na ulicy. "Kiedy jednak dowiadują się, gdzie trzeba iść i co trzeba załatwić, zaczynają się problemy. I najczęściej zostają na ulicy. A potem poznają innych bezdomnych Polaków i wpadają w spiralę nałogów - wzdycha Daria. W misji proszą o jedzenie, ubranie,
ciepłe koce na noc. Darię znają i wiedzą, że mogą na nią liczyć. "Polak na misji da ci to, co ma najlepszego - ciuchy, skarpety, slipy, wszystko nówki" - mówi około 30-letni mężczyzna z przekrwionymi oczyma. Przedstawia się jako Marcel z Krakowa i mówi, że pracował w Wiedniu jako kucharz. Stracił pracę, bo nie zna niemieckiego. "Poszedłem do Niemca na misji. Dał mi spodnie w kant. A ja mam adidasy, to jak ja będę w takich spodniach chodził?" - pyta retorycznie Marcel. Spod rozchełstanej koszuli wyzierają niezbyt profesjonalnie zrobione tatuaże. Jego nowe jeansy pasują do adidasów. "Daria mi załatwiła. Bo Niemiec Niemcowi odda najlepsze rzeczy. A co Polak, to Polak" - uśmiecha się znacząco.
*
* Wyrwać się z dworca*

Z takimi ludźmi jak Marcel Daria chciała pracować zawsze. "Interesowała mnie praca socjalna, a nie potrafię pracować z dziećmi ani z młodzieżą" - mówi 24-latka. "Z bezdomnością łączą się uzależnienia od alkoholu i narkotyków, przemoc, inne problemy, a ja lubię sobie stawiać wysoko poprzeczkę" - tłumaczy.

Tu jest również dworzec Zoologischer Garten - kiedyś główny węzeł kolejowy Berlina Zachodniego i centrum narkotykowego życia tej klaustrofobicznej metropolii. Opisała je Christiane F. w słynnej książce "My, dzieci z dworca Zoo".

Daria przeczytała ją w wieku 12. lat. Tyle samo miała Christiane, kiedy trafiła na dworzec. Opis narkotykowego piekła zrobił na Darii piorunujące wrażenie. "Ta książka jest niewiarygodnie mocna. Zapadła mi w pamięć. Ona była impulsem, żeby pomagać bezdomnym i uzależnionym. I żeby wyjechać do Berlina" - opowiada.

Dziś Daria Janowiak pracuje w tym miejscu. Jak mówi, "kiedyś były dzieci z dworca Zoo, dzisiaj są dorośli na dworcu Zoo. Ale w gruncie rzeczy chodzi o to samo. Żeby pomóc ludziom wyrwać się z dworca."

Maciej Wiśniewski, Berlin
red. odp.Alexandra Jarecka

Obraz
Wybrane dla Ciebie
Ponad 700 tys. do kontroli. Gigant wzywa właścicieli
Ponad 700 tys. do kontroli. Gigant wzywa właścicieli
Węgry wysyłają wojsko do ochrony gazociągu po incydencie w Serbii
Węgry wysyłają wojsko do ochrony gazociągu po incydencie w Serbii
Pożar największej galerii handlowej w Królewcu
Pożar największej galerii handlowej w Królewcu
Chiny uśmiechają się do Rosji. Widzą jedno rozwiązanie dla impasu w cieśninie Ormuz
Chiny uśmiechają się do Rosji. Widzą jedno rozwiązanie dla impasu w cieśninie Ormuz
Giganci zwiększą produkcję ropy. Efekt tylko na papierze
Giganci zwiększą produkcję ropy. Efekt tylko na papierze
Padło ostrzeżenie z samej góry. "Kraje nie mogą gromadzić paliwa podczas wojny"
Padło ostrzeżenie z samej góry. "Kraje nie mogą gromadzić paliwa podczas wojny"
Incydent przy gazociągu Serbia-Węgry. Szijjarto: nie damy się zmusić
Incydent przy gazociągu Serbia-Węgry. Szijjarto: nie damy się zmusić
Trump wskazał dzień: wtorek. Wulgarny wpis w sieci
Trump wskazał dzień: wtorek. Wulgarny wpis w sieci
Ładunki wybuchowe przy Balkan Stream. Orban reaguje błyskawicznie
Ładunki wybuchowe przy Balkan Stream. Orban reaguje błyskawicznie
Strajk głodowy w kopalniach soli trwa w święta
Strajk głodowy w kopalniach soli trwa w święta
Limity tankowania. Włosi wprowadzają ograniczenia na 4 lotniskach
Limity tankowania. Włosi wprowadzają ograniczenia na 4 lotniskach
Celne uderzenie Ukraińców. Rosyjski rurociąg uszkodzony
Celne uderzenie Ukraińców. Rosyjski rurociąg uszkodzony